„Botoks” i owczy pęd do Vegi. O co w tym chodzi?

botoks-vega„Botoks”, kolejny film w reżyserii Patryka Wegi bije rekordy popularności polskich sal kinowych. Pomimo nieprzychylnych opinii, kiepskich recenzji krytyków i fatalnych ocen widzów kina pękają w szwach. O co w tym wszystkim chodzi?

„Botoks” po pierwszym weekendzie wyświetlania wykręcił najlepszy wynik otwarcia polskiego filmu w 2017 r. Film Patryka Wegi zgromadził prawie 712 tys. widzów co jest drugim wynikiem w historii polskiej kinematografii. Na czele tego zestawienia plasuje się… jakżeby inaczej Patryk Vega i jego „Pitbull Niebezpieczne kobiety”.

„Botoks” – anty-recenzja

Nie jest to klasyczna recenzja filmu do jakiej zdążyliśmy się przyzwyczaić, bo nie mam zamiaru oglądać tego filmu w najbliższym czasie, a na pewno nie w kinie. Na własne potrzeby nazywam ten tekst anty-recenzją. Na największym portalu filmowym w Polsce, „Botoks” po blisko 20 tys. ocen może pochwalić się średnią oceną 4,3/10! Bardzo delikatnie mówiąc szału nie ma. Krytycy również nie pozostawili na filmie Vegi suchej nitki. O „Botoksie” dobrze mówią tylko aktorzy biorący w nim udział oraz Patryk Vega we własnej osobie, który stwierdza, że „Botoks” “rozszerza światło w świecie ogarniętym ciemnością” cokolwiek miałoby to znaczyć. Po zapoznaniu się z ocenami i opiniami, nie znalazłem powodu aby przeznaczyć na ten film 2 godziny 15 minut z mojego życia.

Logika głupcze

Wielu z Was zauważy że nie powinienem oceniać filmu uprzednio go nie oglądając. Dalej można dodać magiczną formułę “o gustach się nie dyskutuje”, co zazwyczaj ucina dyskusję. Takie stwierdzenie to obrona własna osób które wstydzą się swoich gustów. Nic bardziej mylnego, o gustach jak najbardziej dyskutujemy. Gdyby wyłączyć rozmowy o gustach, to co by nam zostało? Rozmowy o pogodzie i rozmowy przy obiedzie o tym co jedliśmy na śniadanie? Portale filmowe powstały właśnie po to aby podyskutować o gustach. Żeby wymienić się opiniami lub zaczerpnąć opinii m.in. w celu omijania filmów które nas nie interesują. Oceny i opinie „Botoksu” są jednoznaczne i nie pozostawiają żadnych złudzeń. Pójść na „Botoks” po takiej krytyce jest tak samo logiczne jak kupno czapki na lato. Oczywiście można kupić i sprawdzić, tylko po fakcie nie należy się dziwić, że nie tak miało być.

Siła Vegi

W tym właśnie tkwi fenomen Vegi. Pomimo fatalnych opinii widzowie szturmują sale kinowe. O ile doceniam wczesnego Vegę, o tyle aktualne produkcje wzbudzają we mnie tylko zażenowanie. Vega znalazł mało ambitny, ale do bólu skuteczny know-how na zdobycie widowni. Przekleństwa, przaśne żarty, powielanie pomysłów, znani aktorzy, przerysowane aktorstwo, eksponowanie ohydy, a do tego jeszcze bełkotliwe dialogi i FATALNY dźwięk. To są znaki rozpoznawcze Vegi. Po obejrzeniu ostatniego „Pitbulla. Niebezpieczne kobiety” poczułem się oszukany, czegoś tak słabego nie oglądałem od dawna, a film ma średnią notę 6.8/10! Obiecałem sobie że drugi raz nie dam się nabrać na nazwisko Vega, bo tylko o to w tym wszystkim chodzi.

Moda na Vege

Lokomotywą popularności Vegi jest szeroko pojęte “opakowanie” filmu. Duże pieniądze wpompowane w promocje oraz zaangażowanie znanych aktorów działa jak wabik na widza. Praktycznie każdy nawet najambitniejszy aktor nie gardzi rolą w serialu, reklamie czy właśnie u Vegi z oczywistych powodów. Nazwisko Vegi na plakacie połączone z kilkoma nazwiskami znanych aktorów buduje przekonanie o wielkim kinie. Pomimo złych recenzji, przy tak atrakcyjnym “opakowaniu” mało kto potrafi oprzeć się pokusie sprawdzenia co jest w środku. Taki owczy pęd do Vegi. Skoro wszyscy idą to i ja. Nie oglądać Vegi to samozaoranie, wykluczenie z towarzystwa.

Papierek lakmusowy

Vega jest papierkiem lakmusowym polskiej popkultury i polskich odbiorców kultury. Wojewódzki w swoim talk show powiedział, że współczesna polska popkultura to disco polo, walki KSW i Patryk Vega. Trudno się z tym nie zgodzić. Patryk Vega wyróżnia się bardzo biznesowym podejściem do kina. Wrażenia artystyczne i środki są mało istotne, liczy się tylko efekt końcowy czyli zysk. Każdy wiek ma swoje prawa i to należy uszanować. Nastolatkowie poszukują buntowniczych wzorców, mocnych “scen”, czarno-białej rzeczywistości oraz prostych kategorycznych odpowiedzi. Takim właśnie gustom schlebia Patryk Vega – sebixom i karynom, którzy pokoleniowo zastąpili wysłużonego janusza i grażynę. Najbardziej przygnębiający jest fakt, że mentalność nastolatków wykazuje gros ludzi dorosłych, o czym świadczą sale kinowe wypełnione po brzegi nie tylko przez nastolatków.

Moim celem nie jest przekonanie przekonanych o tym, że Vega słabym reżyserem jest. Moim celem jest zniechęcenie niezdecydowanych od pójścia do kina na „Botoks”. Dlaczego? Bo to my odbiorcy kształtujemy popyt na kulturę. Na jakie filmy będziemy chodzili, takie filmy będą nam serwowali twórcy.

PODZIEL SIĘ:

Komentarze