Dan Brown “Początek”. Skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy?

dan brown początekDan Brown po dłuższej nieobecności na rynku wydawniczym powraca z nową powieścią “Początek”. Blisko cztery i pół roku, tyle przetrzymał w niecierpliwości swoich fanów Dan Brown od czasu wydania ostatniej powieści. Tym razem amerykański pisarz zabiera nas do słonecznej Hiszpanii, gdzie na znanego z poprzednich książek Roberta Langdona czeka do rozwiązania nowa zagadka.

Były student Roberta Langdona, multimilioner, informatyk i futurysta – Edmund Kirsch, zaprasza swojego byłego wykładowcę do Muzeum Guggenheima w Bilbao, gdzie zamierza ogłosić swoje odkrycie, które wstrząśnie posadami wszystkich religii. Uchodzący za wizjonera swoich czasów Kirsch, tuż przed wygłoszeniem finalnej części wykładu zostaje zastrzelony przez zamachowca. Robert Langdon ma niewiele czasu, aby odkryć to co chciał ogłosić światu jego przyjaciel.

To samo przez to samo

Kolejny już raz w powieści Browna mamy do czynienia z tym samym schematem. Langdon, piękna kobieta, zagadka oraz atrakcyjne turystycznie miejsca. Dotychczas była to niezawodna recepta na sukces, ale ile razy można serwować dokładnie to samo? Ten powielany schemat jest niczym broń obosieczna. Z jednej strony stało się to potwornie oklepane i nużące, jednak z drugiej strony czy to właśnie nie ta powtarzalność jest magnesem dla milionów czytelników na świecie? W końcu dwa pierwsze tomy z cyklu o Robercie Langdonie sprzedały się w ilości blisko 120 mln egzemplarzy.

Dan Brown i Gaudi

Akcja pierwszej części powieści dzieje się w Bilbao, po czym Brown brawurowo transportuje swojego bohatera z jego piękną towarzyszką do Barcelony. Robert Langdon zwiedzi m.in. Casa Milà i monumentalną Sagrada Familia do czego nawiązuje gustowny projekt okładki. Perspektywa połączenia sztuki Gaudiego z wyobraźnią Dana Brown była dla mnie największym wabikiem do sięgnięcia po “Początek”. Niestety mój apetyt musiał obejść się smakiem. Wprawdzie amerykański pisarz sporą część powieści poświęcił na opisy architektury, jednak nie zdołał do tego dobrać żadnej chwytliwej teorii spiskowej do czego przyzwyczaił w najlepszych książkach.

Dłużyzna

Chociaż fabuła jest niezbyt skomplikowana, książka liczy prawie 600 stron! Opisywana historia, nie ma aż takiego potencjału, żeby rozwlekać ją na tak dużą ilość stron. Z wszystkich książek z cyklu o Robercie Langdonie, “Początek” ma najmniej treści związanej z samym Langdonem. Jako swoisty zapychacz posłużyły liczne wątki poboczne, które niewiele wnosząc do fabuły tylko sztucznie nabijają ilość stron. Mam wrażenie, że nie mając pomysłu na rozwinięcie fabuły, autor na siłę próbował wydłużyć książkę do porównywalnej ilości stron jak we wcześniejszych tomach.

Bez zaskoczenia

Wszystko można wybaczyć jeśli puenta będzie zaskakująca, ale i tego również zabrakło. Finalnego rozwiązania zagadki domyśliłem się bardzo szybko. Wiedziony doświadczeniem wyniesionym z innych książek Browna, do końca liczyłem na jakiś zwrot akcji lub zaskoczenie, ale nic takiego nie nastąpiło. Zakończenie jest przewidywalne i chyba najprostsze z możliwych. Odkrycie Kirscha, które w domyśle miało być trzęsieniem ziemi, w rzeczywistości nie jest niczym niezwykłym. Do tego klasyczny zabieg mający na celu zmylenie tropów, jest nieudolny i zawodzi na całej linii.

Brak atutów

Nie jest tajemnicą, że warsztat pisarski Dana Browna jest dość ubogi. Stylistycznie jest to wyjątkowo średni, a wręcz słaby pisarz. Dotychczas jego największym atutem była umiejętność tworzenia skomplikowanej fabuły opartej na dużej ilości źródeł. Brown pozbawił się wszystkich swoich atutów za wyjątkiem solidnej porcji wiedzy o architekturze. “Początek” jest literacko słaby, pisany bardziej na modłę scenariusza do filmu niż pełnoprawnej powieści sensacyjnej. Poruszane tematy zmuszają do własnych przemyśleń na temat przyszłości religii, ale są przedstawione w niezbyt atrakcyjny sposób.

Jeśli do tej pory nie czytaliście Dana Brown wcale, polecam zacząć od jego wcześniejszych książek. W moim osobistym rankingu spośród 5 powieści o Robercie Langdonie, “Początek” zajmuje zaledwie 4 miejsce przed słabym “Zaginionym symbolem” i po całkiem niezłym “Inferno”. Pozycja tylko dla najwierniejszych fanów jako uzupełnienie cyklu.

 

PODZIEL SIĘ:

Komentarze