Premiery kinowe. „Dunkierka”- hipnotyczny seans

dunkierka-nolan

Za nami premiera najnowszego filmu Christophera Nolana „Dunkierka”. Od kiedy dowiedziałem się o planach nakręcenia filmu miałem mieszane uczucia. Chociaż Nolan jest reżyserem z najwyższej półki, miałem wątpliwości jak poradzi sobie w wojennej konwencji. Patrząc na dotychczasowy dorobek reżysera wydawało mi się, że kompletnie nie jest to jego bajka, bowiem filmy wojenne uchodzą w świecie kinematografii za proste formy. Zwiastun filmu bardziej mnie zdezorientował niż rozwiał wątpliwości, dlatego przed seansem zupełnie nie wiedziałem czego mogę się spodziewać.

Przełom maja i czerwca 1940 r., Dunkierka w północnej Francji. Zepchnięci przez Wehrmacht alianccy żołnierze bronią portu i plaży celem umożliwienia ewakuacji jak największej ilości żołnierzy do Wielkiej Brytanii. Trwa intensywny ostrzał artyleryjski i bombardowanie przez lotnictwo niemieckie. Otoczeni przez wroga przemoczeni i zziębnięci żołnierze rozpaczliwie poszukują sposobu na powrót do znajdującej się praktycznie w zasięgu wzroku ojczyzny.

Kunszt reżysera

Już pierwsza scena filmu zapowiada wspaniałe widowisko. Uciekający przed ostrzałem żołnierz i podążająca za nim krok za krokiem kamera sprawia, że od początku znalazłem się w centrum wydarzeń. Narracja odbywa się w trzech liniach czasowych, które pod koniec filmu splatają wszystkich bohaterów w jednym czasie w tym samym miejscu. Wydarzenia na plaży trwają tydzień, na jachcie ratunkowym jeden dzień, natomiast w powietrzu jedną godzinę. Rozwiązanie choć nie nowatorskie, zrobiła piorunujące wrażenie, przez cały seans siedziałem jak na szpilkach aby nie stracić choćby na chwilę ekranu z pola widzenia. Napięcie wzmacniane jest również przez szybkie i rytmiczne cykanie sekundnika zegarka, które towarzyszy przez cały film, aby tuż przed końcem ucichnąć. Po seansie poczułem niedosyt, film mógłby trwać dłużej bez uszczerbku dla oceny końcowej.

Wizualna perełka

Dunkierka” została zrealizowana z wielkim rozmachem. Ogromne ilości statystów, aktorów i sprzętu nie pozostawiły mnie obojętnym. Dialogi są bardzo zdawkowe, jednak o czym tu rozmawiać kiedy dookoła warkot silników samolotów oraz przeszywające wybuchy bomb i pocisków? „Dunkierka” to swoista uczta dla oczu, widowisko na które składają się fantastyczne zdjęcia i dźwięk. Szczególnie w pamięci zapadła mi panorama morza i nieba uchwycona podczas scen lotniczych. Lądowanie w Normandii z „Szeregowca Ryana” (1998 r.) przeszło do historii kina, jednak to co zrobili filmowcy w “Dunkierce” przebija osiągnięcie Stevena Spielberga.

Młodzi aktorzy

Nolan musiał zrezygnować ze swoich sprawdzonych aktorów, którzy nie pasowali wiekiem do roli młodych żołnierzy. Szansę dostali aktorzy młodego pokolenia: Fionn Whitehead, Tom Glynn-Carney, Aneurin Barnardo oraz bożyszcze nastolatek znany z radiowego przeboju Sign Of The Times – Harry Styles. Młodzi wsparci przez etatowych aktorów Nolana, Toma Hardy oraz Cilliana Murphy, poradzili sobie wyjątkowo dobrze. Udział w tak dużym przedsięwzięciu uchyli młodym aktorom drzwi do większej kariery. Jak przystało na męskie kino, w filmie występują wyłącznie mężczyźni. Na ekranie doliczyłem się zaledwie dwóch kobiet w kilkusekundowych epizodycznych rolach.

Nieobecny wróg

Przez cały film nie zobaczyłem ani jednego żołnierza Wermachtu. Pomimo to, poczułem się osaczony jakby wróg był obecny wszędzie: w wybuchających pociskach, bombach, torpedach czy samolotach Luftwaffe. Nolan stworzył atmosferę oblężonej twierdzy z ludźmi, których jedynym celem jest przetrwanie. “Dunkierka” nie kreuje typowych dla tego kina bohaterów wojennych. Wojna w wydaniu Nolana jest bezsensowna, to chaotyczna walka o przetrwanie gdzie nie ma zwycięzców. W jednej z ostatnich scen filmu ślepy mężczyzna składa ocalałym żołnierzom gratulacje, na pytanie za co, mężczyzna odpowiada z rozbrajającą szczerością „za to że przeżyłeś”.

Patriotyzm

Głównym motywem filmu jest patriotyzm, w końcu to dzięki ofiarnej postawie ludności cywilnej udało się ocalić setki tysięcy istnień. Patriotyzm w “Dunkierce” pozbawiony jest amerykańskiego patosu oraz bogoojczyźnianych odniesień do jakich przyzwyczaiło mnie polskie kino wojenne. Z korzyścią dla filmu.

Pułapka komercyjności

Największą wadą najnowszego obrazu Nolana jest pułapka komercyjności. Dzięki temu, że filmowcy stworzyli film z myślą o odbiorcy masowym, także tym młodszym – film można oglądać od 13 roku życia, uzyskano budżet 100 mln dolarów. Odbyło się to kosztem rezygnacji z mocniejszych scen. Próżno szukać w filmie przekleństw, krwi, czy zmasakrowanych ciał żołnierzy. W takiej produkcji aż prosi się aby bardziej drastycznie przedstawić wojnę. Nolanowi udało się stworzyć atmosferę strachu, ale pozbawiony możliwości nakręcenia drastyczniejszych scen nie był w stanie wykreować cierpienia i dramatu jakie niesie wojna.

Poprawność polityczna

Nie podoba mi się poprawność polityczna twórców. W kontekście agresora praktycznie wcale nie pada słowo „Niemcy”, można powiedzieć że wróg jest bezimienny. Jestem w stanie zrozumieć, że jest to podyktowane maksymalizacją zysków, jednak uczciwie trzeba dodać, że odbywa to się kosztem zafałszowywania historii.

Dunkierka” to kawał rewelacyjnego kina, warta obejrzenia choćby z uwagi na fantastyczne zdjęcia. Jeśli ominął Was seans w kinie polecam oglądać film TYLKO w najwyższej jakości ze słuchawkami na uszach lub mocnymi głośnikami. 9/10

PODZIEL SIĘ:

Komentarze