Zakaz handlu w niedzielę stał się faktem. Ta ostatnia niedziela.

zakaz-handluZakaz handlu w niedzielę stał się faktem. 4 marca 2018 ostatni raz mogliśmy zrobić zakupy bez zastanawiania się czy nie pocałujemy klamki sklepu.

Nie widzę nic zdrożnego w robieniu zakupów w niedzielę, więc i w ostatnią nieskrępowaną niedzielę handlową zrobiłem zakupy. Niestety to już ostatni raz kiedy bez patrzenia w kalendarz mogliśmy zrobić zakupy w niedzielę.

Uczciwy kompromis? Zapomnijcie

Od samego początku dyskusji na temat zakazu handlu najbardziej przypadła mi do gustu propozycja zapewnienia pracownikom dwóch wolnych niedziel w miesiącu bez zamykania sklepów. Idealny kompromis, klienci nie tracą możliwości zakupów, a pracownicy zyskują dwa dni wolnego w miesiącu bez konieczności odrabiania godzin. Super rozwiązanie – pracodawcę który osiąga w niedzielę duże dochody stać będzie na zatrudnienie dodatkowych pracowników. Brak pracownika etatowego stwarzałoby dodatkowe możliwości pracy dla studentów lub po prostu dla osób chcących sobie dorobić w wolny weekend. Według sondaży, takie rozwiązanie popiera aż 76% Polaków! Świetny pomysł? Dla mnie bomba, same korzyści tylko pomimo zapewnień autorów zmian głównym beneficjentem zmian nie mają być pracownicy.

Kraj na dorobku

Żeby nie być gołosłownym pozwoliłem sobie zajrzeć jak to jest z tą niedzielą na naszym europejskim podwórku. Tylko w 9 spośród 28 krajów Unii Europejskiej obowiązują zakazy lub znaczące ograniczenia handlu w niedziele. Niemal całkowity zakaz handlu obowiązuje w Niemczech i Austrii. Istotne ograniczenia w niedzielnym handlu obowiązują w Belgii, Francji, Grecji, Holandii, Luksemburgu, Holandii oraz na Węgrzech. Nie trudno zauważyć, że z małymi wyjątkami na liście brylują kraje bogate, z wysokimi zarobkami pracowników oraz wysokim PKB. Czy Polskę stać na taki luksus? Regularnie zajmujemy miejsca w ogonie krajów unijnych pod względem stopy życiowej. Wiele regionów ze wschodu Polski plasuje się w czołówce najbiedniejszych regionów spośród krajów unijnych. Zakaz handlu to straty idące w miliardy, ryzyko redukcji zatrudnienia oraz pozbawienie możliwości dorabiania w weekendy wielu osób. Trudno będzie dogonić Zachód, kiedy dynamicznie rozwijająca się branża handlowa została pozbawiona motoru napędowego – możliwości handlowania w niedzielę.

Zakaz handlu – założenia

Ostateczna treść ustawy rodziła się w bólach. Pomimo restrykcyjności, przyjęta treść ustawy została uznana przez związkowców z “Solidarności” za… zbyt mało restrykcyjna. Przykro mi się patrzy jak tak zasłużony związek zamiast walczyć o poprawę warunków pracy, walczy o niepracowanie. Przez pierwszy rok obowiązywania nowych regulacji, sklepy będą zamknięte w co drugą niedzielę. W kolejnym 2019 r. – tylko jedna niedziela w miesiącu będzie handlowa, natomiast już 2020 r. zapanuje upragniona cisza handlowa – wszystkie niedziele będą niehandlowe z wyjątkiem wybranych siedmiu w roku. Kalendarz “zakazanych” niedziel jest nieintuicyjny, wręcz chaotyczny. Bez spoglądania w kalendarz trudno obliczyć kiedy wypada która niedziela. Do zakazu handlu posłowie dorzucili aż 32 wyłączenia z zakazu handlu m.in. stacje benzynowe, dworce, lotniska, apteki, placówki służby zdrowia oraz oczywiście internet – choć i to ważyło się do samego końca. Duża liczba wyłączeń faworyzuje polskiego giganta naftowego Orlen oraz stwarza okazję do omijania zakazu i nadużyć. Nie zazdroszczę pracownikom Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) – to na ich barkach będzie leżeć odpowiedzialność za wdrożenie i interpretacje niejasnych przepisów, a już zapowiedziano, że wszystkie przypadki korzystania z wyłączeń będą rozpatrywane indywidualnie.

Galerie handlowe

Od razu po przyjęciu zmian firmy handlowe zaczęły przerzucać się pomysłami jak ominąć prawo godzące we własne interesy. Nawet mnie to nie dziwi, zwłaszcza jeśli chodzi o galerie handlowe, które ostatnimi laty wyrosły jak grzyby po deszczu. Inwestor nie po to budował, aby teraz nie wyjść na swoje. Z moich własnych obserwacji wynika, że zakaz handlu nie uderzy w hipermarkety tylko w galerie handlowe – ruch w hipermarkecie nie jest aż tak uzależniony od niedzieli, natomiast galerie handlowe w niedzielę pękają w szwach. Galerie stały się miejscem spotkań ze znajomymi, obowiązkowym punktem dla mapie. Spędzają tutaj czas całe rodziny – tu celowo podkreślam słowo “rodziny”. Szczególnie oblężone są kina i lokale gastronomiczne. Zakupy w niedzielę dla wielu rodzin są jedyną okazją aby wspólnie wybrać się na zakupy.

Niedziela na odespanie

Od razy po przyjęciu zmian w przepisach giganci handlowi zaczęli prześcigać się w pomysłach jak ominąć zakaz. Pojawiły się pomysły utworzenia showroom’ów, czyli miejsc gdzie tylko ogląda się towar, a sama procedura kupna realizowana jest samoobsługowo bez udziału kasjera. Rozpoczęła się batalia firm handlowych z PIP o uznanie sklepów przy dworcach jako punktów handlowych służących podróżnym. Orlen już zapowiedział powiększenie strefy handlowej na stacjach oraz zwiększenie ilości asortymentu w ofercie. Największą popularnością wśród handlowców cieszy się pomysł wydłużenie godzin handlu. Największe dyskonty będą otwarte w sobotę co najmniej do 22, niektóre do 23, a hipermarkety nawet do północy. W poniedziałek sklepy będą otwarte szybciej, w skrajnych przypadkach pracownicy będą zaczynać pracę w poniedziałek chwilę po północy. Piękna idea rodzinnej niedzieli może dla pracowników zamienić się w niedzielę na odespanie.

Kościół i spacer po parku

Jest takie znane powiedzenie: jeśli nie wiesz o co chodzi, chodzi o pieniądze. W Polsce można to powiedzenie dośpiewać dalej: chodzi o pieniądze lub… Kościół. Jakżeby inaczej. Tutaj właśnie pojawia się nasz główny beneficjent zmian. Kościół od dawna walczy z handlem w niedzielę, teoretycznie z powodów ideologicznych, choć osobiście uważam, że niedzielny handel jest zwyczajnie konkurencją dla coniedzielnych mszy. Kościół zażądał spłaty kolejnej raty długu wdzięczności za poparcie przy wyborach i otrzymał co chciał tylko rozłożone w czasie. Spadający odsetek Polaków biorących udział w coniedzielnym nabożeństwie jest dla Kościoła w Polsce poważnym problemem. Mniej wiernych to mniejsze wpływy, a co gorsze mniejszy wpływ na swoje duszyczki. Zakaz handlu ma w domyśle znacząco podnieść frekwencję w kościołach. Propaganda niedzieli dla rodziny, to nic innego jak próba odwołania się do tradycyjnego stereotypu rodziny, co w mentalności przeciętnego Polaka oznacza spodnie w kant, kościół i spacer po parku. W mentalności osób starszych msza i spacer po parku to najbardziej jaskrawy przykład szczęśliwej rodziny.

Więcej znaczy lepiej?

Jak mantrę autorzy zmian podkreślają, że zakaz handlu jest ukłonem w stronę rodzin pracowników. Kiedy ustawę podpisywał prezydent Andrzej Duda, dumnie zanucił pod nosem piosenkę z kultowego Teleranku: ”Niedziela z tatą, niedziela z mamą, to najpiękniejszy w tygodniu dzień, gdy od dzień dobry aż po dobranoc cała rodzina razem jest”. Z moich własnych doświadczeń mogę potwierdzić, ze co za dużo to niezdrowo – nie zawsze ilość spędzonego czasu razem przekłada się na jakość relacji rodzinnych. Pozbawiona handlowych rozrywek niedziela niekoniecznie musi być przyjemnym doświadczeniem. Brak pomysłu na spędzenie czasu w interesujący sposób może skutecznie zohydzić niedzielę w oczach dziecka. W ten sposób można osiągnąć coś zupełnie odwrotnego – więcej czasu na… kłótnie.

Cały czas mam wrażenie, że rządzą nami ludzie, którzy zatrzymali się w rozwoju, ludzie którzy przestali rozumieć otaczający ich świat. Tylko tym mogę tłumaczyć kolejną już próbę zatrzymania czasu przez utrwalanie tego co już bezpowrotnie minęło. Niedziela w galerii handlowej stała się popularnym sposobem spędzania wolnego czasu – w tym całych rodzin. Pamiętajmy, że społeczeństwo nie składa się tylko rodzin z małymi dziećmi. Pozbawianie ludzi rozrywek może przynieść nieoczekiwane skutki. A co jeśli ciemny lud tego nie kupi? A co jeśli zamiast wzrostu frekwencji w kościele zanotujemy lawinowy wzrost spożycia alkoholu? I co wtedy, kolejny zakaz?

PODZIEL SIĘ:

Komentarze