Mackiewicz zdobywa szczyt Nanga Parbat oraz szczyt… hejtu

mackiewiczMackiewicz spełnia swoje największe marzenie i płaci za to najwyższą cenę. 25 stycznia na szczycie ośmiotysięcznika Nanga Parbat (8126 m. n. p. m.) drugie zimowe wejście w historii padło łupem popularnego Czapkinsa i jego towarzyszki Elisabeth Revol. Tragiczna w skutki wyprawa w polskim internecie wywołała lawinę hejtu.

Jedni internauci surowo ocenili postawę moralną i życiowe wybory Tomka Mackiewicza, natomiast drudzy odsądzili od czci i wiary ratowników Adama Bieleckiego i Denisa Urubko, którzy pod odnalezieniu Elisabeth Revol odstąpili od akcji ratunkowej uwięzionego wysoko w górach Mackiewicza.

Himalaista pasjonat

Uzależnienie od kompotu, pobyt w Monarze, żeglarz samouk, podróże autostopem, praca w ośrodku misyjnym, pomoc trędowatym, nawrócenie, przedsiębiorca oraz na końcu himalaista samouk. Historia życia Tomka Mackiewicza może posłużyć jako gotowy scenariusz na wysokobudżetowy film. Wspinaczką wysokogórską zajął się dopiero 10 lat temu. Wyprawy finansował ze środków własnych oraz ze zbiórek na portalach crowdfoundingowych. W środowisku himalaistów uchodził za amatora pasjonata. Styl wspinaczki oraz sposób organizowania jego wypraw, uznawany był w środowisku za zagrażający zdrowiu a nawet życiu. Na Nanga Parbat wspinał się tylko zimą, ponieważ koszt licencji był wtedy wielokrotnie niższy niż latem. Używał amatorskiego sprzętu, uczył się na własnych błędach, a brak umiejętności wspinaczkowych nadrabiał uporem, ambicją i wytrzymałością. Był idealistą, nie chciał podpinać się pod oficjalne wyprawy narodowe, gardził coraz bardziej obecną w górach komercją.

Ukradzione marzenia

Jego zainteresowanie himalaizmem obsesyjnie skupiło się na zdobyciu Nanga Parbat zimą. Tragiczna w skutki wyprawa była już siódmą próbą zdobycia góry. W wyścigu o tytuł pierwszego zimowego zdobywcy Nanga Parbat ubiegła Polaka w 2016 r. wyprawa w składzie Włoch Simone Moro, Hiszpan Alex Txikon oraz pakistański przewodnik Ali Muhammad Sadpara, W drodze na szczyt, Moro i jego ekipa mijała się z schodzącym w dół Mackiewiczem, który z powodu warunków pogodowych zrezygnował z ataku szczytowego na 7500 metrze. Polak kwestionował osiągnięcie Włocha i jego ekipy, jednak opublikowane zdjęcia ze szczytu rozwiały wszelkie wątpliwości. Po bezzasadnym kwestionowaniu osiągnięć Włocha, Mackiewicz stracił na wiarygodności w środowisku himalaistów. Na branżowym forum określono Tomka “Macierewiczem polskiego himalaizmu”.

Urażona ambicja

Zdobycie szczytu przez zespół Moro było dla Tomka ciosem, tym bardziej, że ubiegł go człowiek, którego nie darzył szczególną sympatią i to z wzajemnością. Pierwszą reakcją Czapkinsa, była zapowiedź rezygnacji z dalszych prób zdobywania szczytu, a później nawet zapowiedź zakończenia przygody z himalaizmem. Ostatecznie miłość do gór przezwyciężyła, po dwóch latach Mackiewicz wrócił na Nanga Parbat – jego pierwszy i zarazem ostatni ośmiotysięcznik. Pogodzony z tym, że nie będzie tym pierwszym, postanowił powtórzyć wyczyn ekipy międzynarodowej z 2016 r. tylko w lepszym stylu. W przeciwieństwie do wysokobudżetowych wypraw Włocha z dużym zapleczem, Czapkins zaplanował zdobycie góry w stylu alpejskim, w minimalnym dwuosobowym składzie, bez wsparcia tragarzy górskich i oczywiście bez butli tlenowej. Notabene, wspinaczki himalaistów przy użyciu tlenu, są traktowane w tym środowisku jako osiągnięcia drugiej kategorii.

Mackiewicz i góra zabójca

W obliczu tragicznego położenia himalaisty, informacja o zdobyciu szczytu w sposób naturalny zeszła na dalszy plan. Polak obsesyjnie pragnął zdobyć Nanga Parbat zimą. Mackiewicz miał powiedzieć: “Ta góra nie daje mi spokoju, dlatego muszę tam wrócić”. Polsko-francuska para zdobyła Nanga Parbat 25 stycznia. Według relacji Revol, kłopoty zaczęły się na szczycie góry. Po zmroku Mackiewicz zapadł na ślepotę śnieżną oraz zaczął odczuwać skutki choroby wysokościowej. Przy pomocy wspinaczkowej partnerki zdołał zejść na ok. 7300 m., dalej nie był w stanie kontynuować zejścia. Francuzka zostawiła Mackiewicza, kiedy jego stan był bliski śmierci. W zgodnej ocenie lekarzy, Polak prawdopodobnie nie przeżył nawet 5 godzin z powodu zaawansowanego stadium choroby wysokościowej. Duszność, obrzęk płuc i krwawe wymioty. Śmierć w takich przypadkach jest cicha i bezbolesna, człowiek zapada w sen, z którego już nie przyjdzie mu się wybudzić.

Demony Broad Peak

Kiedy ekipa ratunkowa dotarła na miejsce, wszystko potoczyło się ekspresowo. Denis Urubko i Adam Bielecki po nocnej brawurowej wspinaczce (ponad 2 metry na minutę w pionie!) docierają do Revol. Ratownicy podejmują decyzję o zejściu w dół, uznając kontynuowanie wspinaczki za zbyt niebezpieczne. Akcja ratunkowa na Nanga Parbat stała się tematem numer jeden w Polsce. Chociaż oficjalnie eksperci zgodnie uznali, że nic więcej zrobić się nie dało, internauci mają na ten temat odmienne zdanie. Krytyczne komentarze w stronę ratowników pojawiały się hurtowo zarówno na rynsztokowych anonimowych forach, jak i na nieanonimowych komentarzach na facebooku. Internauci zarzucali ratownikom bierność i brak solidarności. W ocenie wielu, w pierwszej kolejności Polacy powinni ratować Polaka, a nie Francuzów. Rewelacje internautów nie ominęły samych ratowników. Próbując uciąć wszystkie spekulacje tweeta z wyjaśnieniami zamieścił Adam Bielecki nad którym ciążą jeszcze demony Broad Peak. W tym samym tonie wypowiadał się również Jarosław Botor po powrocie do Polski.

Rykoszetem

Kiedy jedni bezpardonowo atakowali ratowników, inni nie szczędzili gorzkich uwag w kierunku Mackiewicza. Komentowano jego życie rodzinne, krytykowano wybory życiowe i zarzucano brak odpowiedzialności. Internautom hejtrom pożywki dostarczyły brukowe media, publikując coraz więcej szczegółów z prywatnego życia Tomka. O ile Mackiewiczowi nawet najbardziej nienawistne komentarze już nie zaszkodzą, o tyle wszystkie oszczerstwa trafiają rykoszetem w pogrążoną w żalu rodzinę. Fali hejtu nie wytrzymała żona himalaisty. Anna Solska na facebookowym profilu himalaisty napisała dużo ciepłych słów o swoim mężu oraz zaapelowała o zaprzestanie “złych i nieludzkich komentarzy”.

Revol i ściana hejtu

Dostało się też Elisabeth Revol. Chociaż Francuzka po samotnym zejściu bez ekwipunku w ekstremalnych warunkach sama ledwo uszła z życiem, w ocenie kanapowych specjalistów Revol została uznana za winną pozostawienia i śmierci Mackiewicza. Trudno mi sobie wyobrazić jak filigranowa kobieta miałaby znieść z ośmiotysięcznika półprzytomnego sporo cięższego od siebie mężczyznę, ale niektórym wydaje się to prostą sprawą i kwestią jedynie dobrych chęci, których Revol miało zabraknąć. W relacji Revol pojawiają się pewne nieścisłości, ale trudno wymagać ścisłej relacji od kogoś kto miał halucynacje i przebywał w warunkach długotrwałego niedotlenienia mózgu. Himalaiści często powtarzają, że moralność jest taka sama na każdej wysokości, ale trudno przewidzieć zachowanie i stan intelektualny człowieka w tzw. strefie śmierci, kiedy mózg otrzymuje ok. 70% mniej tlenu niż na nizinach.

Śmierć na szcycie

Pomimo tego, że z górami mam tyle wspólnego co kilka pieszych wycieczek po polskich Tatrach, tragedia Tomka Mackiewicza dotknęła mnie w pewien szczególny sposób. Nie tylko na potrzeby tego tekstu, ale bardziej z własnej ciekawości uzupełniłem wiedzę, żeby móc dokonać faktycznej oceny czy nie można było zrobić więcej. Historia Czapkinsa jest bliźniaczo podobna do śmierci Tomka Kowalskiego na Broad Peak w 2013 r. Wykończony atakiem szczytowym z objawami choroby wysokościowej, wówczas 27 letni himalaista schodząc w dół utknął 100 metrów poniżej szczytu ośmiotysięcznika. Na takiej wysokości nikt i nic nie jest w stanie pomóc człowiekowi. Helikopter ma ograniczony pułap i potrzebuje idealnej pogody, której w wysokich górach najczęściej nie ma.

Nie zatrzymuj się

Utrata możliwości samodzielnego przemieszczania oznacza śmierć. Pomoc uwięzionym na wysokościach ogranicza się jedynie do dostarczenia tlenu, wody lub pokrzepiającego żelu energetycznego oraz zmotywowania alpinisty do dalszej drogi. Ciało Tomka Kowalskiego przypięte do liny poręczowej na 7960 metrze znalazła ekspedycja poszukiwawcza pod kierownictwem Jacka Berbeki. Spuszczenie ciała himalaisty 150 metrów w dół do pierwszej szczeliny lodowej było nieludzkim wysiłkiem dla trzech silnych mężczyzn i zajęło ponad sześć (!) godzin.

Wysoka śmiertelność

Styl wspinaczki Mackiewicza był bardzo ryzykowny. Eksperci oceniając ostatnią wspinaczkę Mackiewicza wskazują na wiele popełnionych błędów, jednak mimo to za tragedię, która się wydarzyła trudno obwiniać tego, który stracił wszystko. W przeszłości Mackiewicz potrafił zdroworozsądkowo zawrócić nawet tuż przed samym szczytem, jednak tym razem czegoś zabrakło. Współczynnik śmiertelności na Nanga Parbat wynosi 21%, co daje trzeci wynik zaraz po K2 i najniebezpieczniejszej Annapurnie. Himalaizm jest sportem ekstremalnym o dużej wypadkowości dla ludzi świadomych podejmowanego ryzyka. Jeśli coś się dzieje, skutkuje to najczęściej śmiercią himalaisty.

Przed Tomkiem zginęło wielu i niestety zapewne jeszcze wielu zginie. Tylko w trakcie wspomnianej wyżej ekspedycji Jacka Berbeki w czerwcu 2013 r. na stokach Broad Peak zginęło 6 osób (!) z innych ekspedycji i to w lecie. Na ścianach Himalajów i Karakorum życie oddało wielu himalaistów i nie ma tutaj rozróżnienia na dobrych i słabych. Śmierć w górach po prostu nie wybiera.

PODZIEL SIĘ:

Komentarze