Samospalenie. Mężczyzna podpalił się w ramach protestu przeciwko PiS

samospalenieSamospalenie na Placu Defilad przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. W ostatni czwartek doszło do dramatycznego wydarzenia. 54-letni mężczyzna rozdawał antyrządowe ulotki, wygłosił przez megafon mowę, przekazał pożegnalny list, po czym oblał się łatwopalną substancją a następnie podpalił.

Samospalenie jako forma protestu

Samospalenie z powodów ideologicznych jako sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości jest powszechnie znane na całym świecie, a także w Polsce. Najbardziej głośne samospalenie na naszym podwórku miało miejsce oczywiście w 1968 r. w czasie ogólnopolskich dożynek na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Ryszard Siwiec podpalił się w ramach protestu przeciwko interwencji zbrojnej w Czechosłowacji oraz przeciwko sytuacji politycznej w Polsce. W 1980 r. Przeciwko przemilczaniu zbrodni katyńskiej podpalił się Walenty Badylak. Przeciwko Donaldowi Tuskowi ludzie podpalali się w 2011 r. i 2013 r., chociaż tutaj oprócz polityki o decyzji desperatów zaważyła bieda. W jednym przypadku człowiek przeżył w drugim już niestety nie.

Pożegnalny list

Piotr S. mieszka w piętrowym domu na przedmieściach Niepołomic w województwie małopolskim. Z wykształcenia jest chemikiem. Mężczyzna przed podpaleniem wręczył ludziom sporządzony w kilku egzemplarzach list. Z treści listu wynika, że powody desperackiego kroku mają charakter polityczny. Racjonalna i składna treść listu jest dowodem na to, że mężczyzna zdecydował się na samospalenie świadomie i w pełni władz umysłowych. Rodzina na życzenie mężczyzny przekazała mediom drugi list pt. „Dlaczego tak radykalnie? Bo sytuacja jest dramatyczna”. Mężczyzna w liście przyznaje, że tak jak setki osób cierpi na depresję, ale to nie choroba jest powodem jego manifestu. Jako swój cel wskazuje obudzenie społeczeństwa ze snu, żeby ludzie dostrzegli jak rząd PiS “wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa“.

Wina opozycji

Tak jak uczy nas historia, w przypadku tak desperackich manifestów władza zawsze stara się przemilczeć, zamieść pod dywan albo zbagatelizować problem. Nie inaczej jest i tym razem. Na antenie RMF FM Mariusz Błaszczak stwierdził, że mężczyzna jest ofiarą… propagandy totalnej opozycji. Minister MSWiA nie widzi w polityce swojego rządu żadnych powodów, dlaczego ludzie mieliby targać się na własne życie.

Hejterzy z odsieczą

W sukurs Błaszczakowi przyszli internetowi hejterzy i napinacze. Nie zgłębiając się w szczegóły sprawy niektórzy prawicowi publicyści zgodnie stwierdzili, że z szacunku dla rodziny i ofiary nie należy rozpatrywać sprawy w kontekście politycznym. Kiedy po publikacji listu okazało się, że sprawa ma podtekst polityczny rozpoczęła się kampania kłamstw i oszczerstw. Czytając komentarze można np. dowiedzieć się, że mężczyzna to były esbek, któremu słusznie obniżono emeryturę. Inni szeroko rozpisują się nad możliwymi chorobami psychicznymi niedoszłego samobójcy.

Kiedyś zasłyszałem ciekawe stwierdzenie. Gdyby w dzisiejszych czasach Jezus ponownie wrócił na nasz ziemski padół, niechybnie zostałby zamknięty na przymusowe leczenie w domu wariatów. Trudno nie zgodzić się z takim stwierdzeniem. Świat jeszcze nigdy nie ulegał tak szybkim przeobrażeniom jak w dzisiejszych czasach. Galopujący konsumpcjonizm i kult młodości to znaki rozpoznawcze naszych czasów. Po wartościach, które niegdyś uchodziły za fundamentalne, dzisiaj nie zostały nawet wspomnienia. Lekko ponad 25 lat od upadku komunizmu w Polsce wystarczyło, aby ludzie zapomnieli czym jest poświęcenie życia dla sprawy.

PODZIEL SIĘ:

Komentarze