K2 zima 2018. Narodowa wyprawa na K2 pod górkę.

K2
Grafika: Adha65 (Own work) [CC BY-SA 3.0], Wikimedia Commons / po lewej K2

K2. Polska zimowa wyprawa pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego szła jak po grudzie. Oprócz normalnych o tej porze roku ekstremalnych warunków pogodowych uczestnicy wyprawy zmagali się z opóźnieniem, wypadkami oraz niesubordynacją członków wyprawy. Pomimo, że do umownego końca zimy pozostało prawie trzy tygodnie, Krzysztof Wielicki odwołał akcję górską z powodu intensywnych opadów śniegu. Szczyt K2 (8611) po raz kolejny pokonał zimą himalaistów.

Pizzeria pod K2

Zimowa narodowa wyprawa na K2 nie była wydarzeniem anonimowym, jednak zainteresowanie mediów przerosło wszelkie oczekiwania. Niewątpliwie trampoliną medialną wyprawy była akcja ratunkowa na Nanga Parbat. Chociaż zdołano uratować tylko Francuzkę Elisabeth Revol, ratowników ochotników okrzyknięto bohaterami. Telefony do bazy stały się już tak irytujące i natarczywe, że zaczęto dla szpasu odbierać telefony przywitaniem “Pizzeria, słucham”. Do bazy pod K2 na wysokości 5000 m.n.p.m. dotarli nawet reporterzy z Polski. Wszystko co dzieje się na górze było na bieżąco relacjonowane przez kanały informacyjne największych telewizji. Pełne ręce roboty miał rzecznik prasowy wyprawy Michał Leksiński.

Opóźnienie

Wyprawa powinna wystartować wcześniej jednak zdobycie szczytu opóźniła akcja ratunkowa na Nanga Parbat. Długie oczekiwanie na helikopter, błyskawiczna akcja ratunkowa oraz znowu długie oczekiwanie na powrót do bazy pod K2 z powodu niesprzyjającej pogody. W międzyczasie zaczęła się wykruszać ekipa. Do Polski z powodów osobistych wrócił Jarosław Botor, jeden z czterech uczestników akcji ratunkowej na Nanga Parbat.

Mogę się rozłączyć?

Pierwotnie trasa wspinaczki na szczyt była zaplanowana Drogą Basków, jednak ekipa wspinaczy napotkała nieprzewidziane trudności – lawiny i spadające kamienie. Jeden kamień uderzył w głowę Adama Bieleckiego, na szczęście skończyło się tylko na złamanym nosie i przerwie we wspinaczce. Tyle szczęścia co Bielecki nie miał już Rafał Fronia, w wyniku uderzenia spadającego kamienia himalaista złamał przedramię i zakończył swój udział w wyprawie. Zdenerwowany Fronia zirytowany pytaniami dziennikarki o samopoczucie odpowiedział szczerze: “Do dupy, dajcie nam spokój. Mogę się rozłączyć? Cześć”.

Zmiana trasy

Spadające kamienie wymusiły na kierowniku wyprawy Krzysztofie Wielickim, zmianę trasy na klasyczną biegnącą Żebrem Abruzzi. Brak postępu we wspinaczce zirytował największą gwiazdę ekspedycji – Denisa Urubko. Pomimo, że przed wyprawą Urubko deklarował chęć współpracy i posłuszeństwo kierownictwu, za pośrednictwem swojego bloga skrytykował opieszałość wyprawy nawiązując do atmosfery z nieudanej wyprawy na K2 piętnaście lat wcześniej. Skąd pośpiech himalaisty? Wejścia na szczyty uznaje się za zimowe do 20 marca, Urubko posiada swoje własne bardziej wyśrubowane standardy.

Manifest zimowego himalaizmu

W 2015 r. Urubko ogłosił swój własny manifest zimowy. Według himalaisty zima w górach wysokich trwa od początku grudnia do końca lutego. Co więcej, zimowe wejście musi być dokonane bez tlenu, podgrzewaczy elektrycznych i chemicznych. Jakby powszechnie przyjąć zasady manifestu Urubko, niezdobyty zimą pozostałyby nie jeden, ale trzy ośmiotysięczniki: K2, Broad Peak – zdobyty 5 marca 2013 r. oraz Gaszerbrum I zdobyty 9 marca 2012 r. Pierwszych zimowych zdobywców zmieniłyby dwa ośmiotysięczniki Dhaulagiri oraz Shishapangma. Swoje pierwsze zimowe wejścia straciliby m.in. Jerzy Kukuczka i Adam Bielecki. Poniżej film jakie „łatwe” i „wiosenne” jest zdobycie szczytu w marcu.

K2 niezdobyty zimą

Bez względu na dyskusję o ramach czasowych zimowego wejścia, K2 pozostaje jedynym niezdobytym ośmiotysięcznikiem zimą. Szczyt K2 jest najbardziej wysuniętym na północ ośmiotysięcznikiem. Przez całą zimę szaleje tutaj wiatr i zamieć śnieżna, a sama wspinaczka jest wyjątkowo trudna technicznie. Panujące warunki są znacznie trudniejsze niż na innych ośmiotysięcznikach. Dotychczas na K2 odnotowano 306 wejść oraz 80 przypadków śmierci himalaistów podczas wspinaczki, co czyni K2 drugim po Annapurnie najbardziej niebezpiecznym ośmiotysięcznikiem. Warto nadmienić, że wielu członków wyprawy ma doświadczenie ze wspinaczki i zdobycia szczytu K2 latem.

Wyprawa miliona

Tegoroczna wyprawa była dopiero czwartym zimowym podejściem do zdobycia tego szczytu. Pierwsza próba miała miejsce na przełomie 1987/1988 pod kierownictwem Andrzeja Zawady, z powodu wysokich kosztów organizacji w historii himalaizmu zapamiętana pod nazwą “wyprawa miliona dolarów”. Międzynarodowa zimowa wyprawa miała czas i środki na kilka ataków szczytowych, jednak himalaiści nie zdołali przekroczyć 7300 m. Uczestnicy wyprawy przegrali z pogodą i odmrożeniami. Wykańczające psychicznie okazało się także bezczynne czekanie na okno pogodowe w namiotach. W trzydziestą rocznicę wyprawy powstał film dokumentalny Dariusza Załuskiego “Zimowa wyprawa na K2 1987-1988”.

Druga i trzecia próba

Na przełomie 2002/2003 zorganizowano zimową wyprawę pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego, wtedy jeszcze czynnego himalaisty. Sytuacja identyczna jak przy pierwszej próbie zdobycia szczytu. Ekstremalne warunki pogodowe mocno nadwątliły siły himalaistów. Wyprawa osiągnęła 7600 m., co do dzisiaj jest najwyższą wysokością osiągniętą na K2 zimą, Planowany atak szczytowy pokrzyżowała pogoda oraz choroba wysokościowa Marcina Kaczkana. Wyprawa zamieniła się w dramatyczną próbę ratowania życia polskiego himalaisty. Najwięcej determinacji w ratowaniu kolegi wykazał Denis Urubko. Niepowodzeniem wyprawy obarczono Wielickiego, zarzucano mu m.in. odpowiedzialność za szum medialny oraz skłócenie z zespołem zagranicznych uczestników wyprawy. Podczas dotychczasowych prób Krzysztof Wielicki spędził już w swoim życiu ponad rok na stokach K2. Trzecią próbę zdobycia K2 podjęli Rosjanie zimą 2011/2012. Rosjanie osiągnęli 7200 m. jednak przerwali wyprawę po śmierci Witalija Gorelika w bazie pod K2.

Robinsonada

Podsumowaniem złej atmosfery tegorocznej wyprawy na K2 była osamotniona szarża Denisa Urubko. Poirytowany powolnymi postępami na górze oraz zbliżającym się końcem lutego Urubko, bez poinformowania kierownictwa wyprawy samowolnie wyruszył na atak szczytowy. Do tego samego próbował namówić Adama Bieleckiego, jednak Polak pomny doświadczeń samowolnego zejścia z Broad Peak grzecznie odmówił. Himalaista nie wziął ze sobą żadnej łączności, kiedy mijał się z kolegami z wyprawy odmówił jakiejkolwiek współpracy oraz rozmowy z kierownikiem Krzysztofem Wielickim. W internecie zawrzało. Przeważnie komentujący źle ocenili postawę Urubko, ale zdarzały się ciepłe słowa usprawiedliwiające zachowanie Denisa “instynktem ludzi gór”. Instynkt niestety zawiódł, bowiem przy zapowiadanej pogodzie żadna akcja górska nie była możliwa. Po biwaku w obozie trzecim Urubko zawrócił do bazy pod K2. Bez słowa przepraszam zdecydował o zakończeniu udziału w wyprawie.

Belgijski numer

Zachowanie Denisa było nie do zaakceptowania, a tłumaczenie przypominało usprawiedliwianie wpadek naszego ex-prezydenta Lecha Wałęsy. Na pewnych stanowiskach i w pewnych sytuacjach niektórych rzeczy po prostu się nie robi. Denis akcją ratunkową na Nanga Parbat zaskarbił sobie sympatię wielu ludzi, jednak w tej sytuacji przez przerost ambicji rozmienił się na drobne. Krytyczne uwagi w mediach na temat wyprawy to krecia robota, trudno w tym momencie określić co było jego prawdziwą intencją. Niektórzy porównują samotną szarżę Urubko do Krzysztofa Wielickiego, który podobny numer wykręcił Belgom, z tym że Belgowie zwijali się, a Wielicki nie chciał stracić szansy zdobycia po raz pierwszy zimą Lhotse. 31 grudnia 1988 r. Po samotnej szarży Polak stanął na szczycie Lhotse w… gorsecie po urazie kręgosłupa. Z bolącym kręgosłupem, jeszcze większym wysiłkiem niż wejście okazało się zejście.

Koniec marzeń

Po opuszczeniu wyprawy przez Urubko, powstała dziura nie do załatania. Żaden z dostępnych himalaistów, nie był w stanie jeden do jednego zastąpić niekwestionowanej gwiazdy tego sportu. Legenda himalaizmu Leszek Cichy, jeszcze przed wyskokiem Urubko, dawał wyprawie zaledwie 5% szans na powodzenie. Ex-uczestnik wyprawy – Rafał Fronia, po odejściu Urubko zauważył u kolegów optymizm i sportową złość: “chcą dokonać tego na przekór wszystkim”. Bliższy prawdy okazał się niestety Leszek Cichy, jednak to nie brak himalaistów zdecydował o zakończeniu akcji górskiej tylko pogoda – konkretnie intensywne opady śniegu. Zasypane liny, poniszczone obozy, złe prognozy oraz zagrożenie lawinowe zdecydowało o zakończeniu akcji górskiej  z powody zbyt dużego niebezpieczeństwa dla uczestników.

Nie pozostaje mi nic innego tylko trzymać kciuki za organizację i powodzenie kolejnej wyprawy. Nikt nie powiedział że będzie łatwo, wszakże K2 to drugi najwyższy szczyt na Ziemi i dużo trudniejszy do zdobycia niż najwyższy Mount Everest. K2 to ostatni ośmiotysięcznik niezdobyty zimą, wejście na jego szczyt byłoby ukoronowaniem pięknej karty polskiego zimowego himalaizmu. Najważniejsze chłopaki dokonali na Nanga Parbat i tak zapamiętam zimową wyprawę  K2 2018. Nie udało się trudno… jest po co wracać.

K

PODZIEL SIĘ:

Komentarze